|
|
|
MAZDA
626
|
|
Mężczyźni bywają
różni, tak jak ich stosunki z kobietami. Praca
i rodzina stawiają odpowiednie wymagania - także wobec
posiadanego auta - a przychodzą chwile, gdy wymagamy czegoś
więcej. W salonie z pewnością przekonają nas do
"dynamicznego minivana", tymczasem wybór ogranicza się do
taniego auta używanego.
Cieszącą się niegdyś umiarkowaną popularnością Mazdę 626 można dziś kupić już za 10 tysięcy złotych - czy jednak warto na własnej skórze sprawdzać stereotyp egzotycznego japończyka? Oto bowiem rozsądek nakazuje kupno Passata, a emocje marzą o Alfie 155... Nadwozie O ile nudny stylistycznie sedan wyróżniał się jedynie przodem nadwozia, o tyle szeroka blenda i płetwa klapy liftbacka porywały za serce w stonowanej klasie średniej. Nie dziwi, że właśnie one były najczęściej eksponowane na firmowych prospektach modelu. Pochwała należy się za spójność stylizacji obydwu wersji 626 - górna krawędź maski przechodzi bezpośrednio w linię okien, dzięki czemu projekt zyskał na elegancji i wyważeniu. Auto, o ile w przeszłości nie uczestniczyło w wypadku, może szczycić się dobrym spasowaniem poszczególnych paneli nadwozia. Te ostatnie jest w całości ocynkowane, aczkolwiek kilkanaście lat eksploatacji pozostawia czasami ślady korozji na ramie przedniej szyby. WnętrzeGdy już nacieszymy oko subtelną urodą nadwozia, dostrzeżmy walory praktyczne i otwórzmy drzwi. Ich masywna konstrukcja i lakierowane, kasetowe klamki przypadną do gustu detalistom, podobnie jak brak jakichkolwiek odsłoniętych fragmentów gołej blachy wewnątrz. Dźwięk zamykania jest wyjątkowo przyjemny - ktoś się tutaj bardzo postarał. Pierwsze wrażenie się nie zmieniło: maksymalny porządek z odrobiną polotu, ale tak, by spodobało się każdemu. Ilość przestrzeni z przodu jak najbardziej poprawna, z tyłu zaś opadający dach nieco pozbawił wyższych pasażerów przestrzeni nad głową, a konstrukcja foteli - miejsca na stopy. Niestety, pozytywnie nie nastraja szara kolorystyka plastików i tapicerki. Nie jest ona ideałem japońskiej trwałości i po 200 tysiącach kilometrów może się przecierać (z wyłączeniem wersji z welurem), a fotele nie do końca usatysfakcjonują rosłych kierowców pod względem gabarytów. Sprawdzają się jednak na długich trasach. Zawsze powtarzam, że dobry plastik to nie tylko plastik estetyczny i miękki w dotyku, ale także trwały. Zgodnie z tą dewizą kilkunastoletnie użytkowanie nie robi wrażenia na wnętrzu Mazdy. W sam raz dla rodziny z dwojgiem dzieci lubiących testować odporność materiałów. Nawet pojemny i kształtny bagażnik odpowiednio wykończono. Plus za schowki pod radiem, w podłokietniku (zbyt niskim) i przy drzwiach kierowcy; mieszane uczucia budzi niezbyt stabilny cup-holder. Mimo pochylonej przedniej szyby kokpit nie przeraża ilością plastiku i nie zabiera przestrzeni pasażerom. Przejrzysty, pochylony panel zegarów ciekawie współgra z projektem deski rozdzielczej, podobnie jak elektryczne sterowanie nawiewem. Za część regulacji odpowiadają suwaki, krytykowane jako rozwiązanie przestarzałe, ale w moim odczuciu wygodne. Bogate wyposażenie z zakresu komfortu - pakiet elektryczny i klimatyzacja - mimo upływu lat działają bez zarzutu. Wszelkie przełączniki rozmieszczono zgodnie z logiką, zatem prowadzący błyskawicznie oswaja się z obsługą i możemy ruszać w drogę. W gąszczu zalet wypada wspomnieć o skutecznie przez Mazdę ukrytych miejscach skazanych na księgowego, jak choćby tandetne osłony przeciwsłoneczne, gumiaste koło kierownicy czy trzaskająca pokrywa schowka na rękawiczki. Zwrotność i widoczność do tyłu nienajlepsze. NapędObrót łamliwego kluczyka w podświetlonej stacyjce: panel zegarów rozbłyskuje niezbędnymi lampkami (szkoda, że w wersji europejskiej brak ikony diagnostyki silnika), po 3 sekundach gaśnie ikona ABS-u, a po 5,5 sekundy airbagu - seryjnego od 1995 roku. Oczywiście teoretycznie. 2-litrowy silnik o cywilizowanej konstrukcji z podwójnym wałkiem i 16 zaworami na papierze nie szokuje mocą. 115 koni to niecałe 60 z litra pojemności - Mazda poszła na rękę normom czystości spalin, obiecując wysoką elastyczność i korzystając ze starej amerykańskiej prawdy, że nic nie zastąpi pojemności. Zanim ruszymy, wsłuchajmy się w klekot popychaczy zaworów, niemal tak charakterystyczny dla pewnych modeli, jak napęd 4x4 dla Subaru. Pierwsze kilka kilometrów powinno pozostawić w uszach tylko szum; jeżeli tak nie jest, upewnijmy się o prawidłowym poziomie oleju. Inaczej pozostaje wymiana zaworka ciśnienia oleju (150 zł z montażem), zabawa w różne typy oleju lub... znieczulica i zdanie się na wyciszenie Mazdy, te bowiem zostało dobrze dopracowane. Jedynie opcjonalny szyberdach szumi powyżej 140 km/h. Wróćmy do jednostki napędowej, która dosyć chętnie wchodzi na obroty i daje o sobie znać w kabinie dopiero powyżej 4000 obr./min. Ciągnie już od niskich obrotów, a rozkład mocy w średnim zakresie obrotów nie zmusza do częstych redukcji i pozwala utrzymywać podczas podróży niską prędkość obrotową, co sprzyja ciszy oraz mniejszemu apetytowi na paliwo. Solidna konstrukcja wytrzymuje porównanie z mocniejszą konkurencją, zapewniając przyspieszenie do setki poniżej 10 sekund. Jest więc optymalnym źródłem napędu do auta używanego w pojedynkę oraz do rodzinnych wojaży. Odznacza się wysoką kulturą pracy i ponadprzeciętną trwałością, zdarzają się jednak sporadyczne przypadki nadmiernego spalania oleju oraz usterki modułów zapłonowych. Tymi wszystkimi zaletami nie do końca pozwala cieszyć się 4-biegowa automatyczna skrzynia zamontowana w testowanym egzemplarzu. W pojedynku spod świateł zostaje daleko w tyle, a sprawna jazda po miejskich arteriach oraz wyprzedzanie zmuszają kierowcę do zaprzyjaźnienia się z funkcją blokady przełożeń Hold. Aktywowany prawą stopą kick-down działa prawidłowo, ale wolno - podobnie jak zmiana biegów. Na szczęście 2. i 3. ciągną równo do 110 i 160 km/h oraz 6 tys. obr./min, ponieważ wyżej spod maski dochodzi tylko bolesny dla uszu skowyt. Nie można przemilczeć jednak wygody, jaką oferuje - szczególnie w ruchu miejskim - "automat" oraz spalania, które niestety z łatwością dochodzi do 11-12 litrów. Skrzynie aut składanych w Japonii odznacza trwałość rzędu 250-300 tys. km, ale amerykańskie modele Cronos z konstrukcją Forda należy omijać. Zawieszenie/hamulce Codzienne użytkowanie ukazuje zalety pewnego prowadzenia, chociaż koło kierownicy tak samo duże jak w innych Mazdach. Komfortowe zawieszenie nie hałasuje pod warunkiem, że wszelkie gumowe elementy są sprawne; amortyzatory i sprężyny bardzo trwałe. Hamulce są średnio skuteczne, a rozkład siły hamowania odmienny od konstrukcji europejskich. We znaki właścicielom dają się usterki tylnych zacisków i hamulca ręcznego. Opcjonalny ABS działa sprawnie. Koszty/podsumowanie Ceny i dostępność części zmieniły się na przestrzeni ostatnich kilku lat. Szeroka gama tanich zamienników oraz dostępna od ręki blacharka nie nastręczają kłopotów w serwisowaniu 626. Ceny niektórych części w skromnej sieci autoryzowanych stacji przyprawiają o zawrót głowy, ale należy pamiętać, że czasami warto dopłacić i zdecydować się na elementy oryginalne - znacznie trwalsze. Obecnie najlepiej zasięgnąć rady co do zakupu oraz eksploatacji na forach internetowych miłośników marki. Czym więc zachęca nas 626? Z pewnością jakość wykonania, elegancja i komfort należą do jej mocnych stron. Konkurenci bywają mocniejsi, więksi, lepiej się prowadzą - wszystko zależy od naszych potrzeb. Mazda jednak bez zająknięcia wykonuje swoją robotę i jeśli tylko pilnujemy wymiany podstawowych części eksploatacyjnych, okazuje się lojalnym kompanem podróży, krótszych i dalszych. Warto zdecydować się na poszukiwania odpowiedniego egzemplarza, ponieważ w obecnych realiach cenowych dostajemy dużo za niewielkie pieniądze. A najważniejszy jest chyba zadowolenie właściciela, odzwyczajonego od niespodzianek. Autor: Marcin Sobolewski (Globy) Dane techniczne prezentowanego modelu
Opinie użytkowników o modelu. |