MECHANICZNA POMARAŃCZA CZYLI RODZINNY OFF-ROAD

Samochody terenowe w miastach to coraz powszechniejszy widok. Dla niektórych to zwykła chęć pokazania się, dla innych konieczność. Jednak jest także grupa osób użytkujących je zgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem i robiących to dla przyjemności i z przyjemnością, wśród nich są także właściciele Land Roverów. My ślę, że odpowiednim słowem będzie również wielbiciele tej marki.

Land Rover nie jest zwykłą marką. Samochody te są czymś więcej niż wymysłem inżynierów i księgowych. Można zaryzykować stwierdzenie, że mają duszę. Nawet w najnowszych konstrukcjach jest coś co przyciąga uwagę. Nic więc dziwnego, że skupiają tak dużą liczbę sympatyków. Hmmm.... Czy można być sympatykiem danej marki i nie spotykać się z innymi podobnymi sobie. Tak – pod warunkiem, że mamy pecha i mieszkamy się na bezludnej wyspie:) Na całe szczęście osada Firleje taką wyspą nie jest. 14 kwietnia tego roku spotkali się tam właściciele tych wspaniałych maszyn. W związku z tym pojawiła się oczywiście okazja do wypróbowania pojazdów i swoich sił w różnych konkurencjach.

W tym miejscu należy wspomnieć o samej osadzie. Jest to niezwykłe miejsce położone na skraju lasów Książenickich ok 35 km od centrum Warszawy w pobliżu trasy katowickiej. Osada jest stylizowana na staropolski zajazd. Została ona powołana do życia w celu obsługi różnego rodzaju imprez. Powiem szczerze lokalizacja wśród otaczających ją łąk i pól idealnie się do tego nadaje oraz zapewnia niepowtarzalne przeżycia.

Spotkanie miało charakter rodzinny, więc każdy mógł poza jazdą terenową znaleźć coś dla siebie – wspinaczkę, strzelanie z łuku, jazdę na rowerze. Nie zapomniano także o milusińskich, na których czekał w bezpiecznym miejscu plac zabaw – oni również mogli popróbować uroków jazy terenowej oraz np. pomalować Garbusa.

Najwięcej emocji wzbudziła oczywiście jazda w terenie, a zwłaszcza po specjalnie przygotowanym torze off-roadowym. Część z załóg zdecydowała się na wybór trasy ekstremalnej polegającej na przeprawie przez głęboki dół z wodą – właściwie bez problemów przeszedł przez niego tylko żółty przerobiony Range Rover – widoczny na jednym ze zdjęć (właściwie po dogłębnym rozjeżdżeniu toru całą trasę można już było nazwać ekstremalną:) i bardziej można było mówić o wodowaniu niż o jeździe o czym niejedna załoga się przekonała). 


Zapomniałbym o dość istotnej sprawie związanej z Firlejami i moim łasuchostwem – SUPER smalec:) i rewelacyjna karkówka, że o pozostałych daniach nie wspomnę.


 
   

    
 
 
  
  
 
 
 

Tekst i zdjęcia: Tomasz Cybulski