|
|
|
|
|
Wiele
jest w Polsce miejsc ciekawych dzikich i tajemniczych położonych na
uboczu z dala od głównych dróg. Wiele jest też
miejsc
w które brutalnie wdarła się cywilizacja jakby zapominając
o tajemniczości miejsca i historii. A przecież minione wieki
odcisnęły swoje piętno na każdym kawałku naszego kraju. Historie
jakie się wydarzyły w minionych wiekach budują atmosferę takich
zakątków. Naszym miejscem docelowym miał być Krasiczyn.
My trafiliśmy w takie właśnie tajemnicze miejsce zupełnie przypadkiem. Chcąc ominąć uczęszczany szlak z Krakowa do Rzeszowa postanowiliśmy pojechać ze stolicy Małopolski na wschód drogą krajową nr 28 z Nowego Sącza do Krosna. Niespodziewanie trafiliśmy na zupełnie obce dla nas malownicze rejony Pogórza Karpackiego z ich całym bogactwem górzysto równinnych krajobrazów. Niesamowita różnorodność roślinności połączona z bardzo pofałdowanym terenem i różnicami wysokości dochodzącymi nawet do kilkuset metrów zostało uhonorowane stworzeniem dwóch parków narodowych oraz wieku obszarów chronionego krajobrazu. Jechaliśmy więc spokojnie ma umówione spotkanie do pałacu Stanisława Krasickiego w Krasiczynie, słońce świeciło i nic nie zapowiadało katastrofy. Nagle silnik zaczął przerywać i krztusić się, aż w końcu zamilkł zupełnie. Godzina 22.00 wokoło ciemna noc, a my stoimy w szczerym polu. Nie minęła nawet chwila i niespodziewanie pierwszy samochód jaki pojawił się z przeciwka zatrzymał się koło nas. Szybki montaż linki holowniczej i już po chwili w zupełnej ciszy suniemy w stronę najbliższego miasteczka o tajemniczej nazwie Biecz. Pnąc się drogą pod górę przejeżdżamy przez malownicze ruiny miejskiego barbakanu podziwiając wznoszącą się nad dawną zachodnią bramą miejską majestatyczną bryłę gotyckiego kościoła Bożego Ciała. Skoro okazało się, że samochód odmówił nam posłuszeństwa i jesteśmy zmuszeni spędzić weekend właśnie tutaj, byliśmy przekonani, że miło będzie odkrywać liczne urokliwe zakątki tego miejsca. Jednak najpierw należało rozejrzeć się za noclegiem. Samochód został ulokowany na rynku jakieś 100 m od przytulnego hotelu i na szczęście znalazł się wolny pokój. Byliśmy więc urządzeni i początkowo niemiła świadomość, że nasz transport na kolejny dzień jest pod wielkim znakiem zapytania została uśpiona... Z okna hotelu roztaczał się piękny widok na góry, było naprawdę magicznie. Wczesnym rankiem ruszamy zwiedzać to urokliwe miasteczko. Z całą pewnością nie można przejechać przez nie, nie zatrzymując się nawet na parę chwil, tym bardziej że droga krajowa nr 28 prowadzi przez sam rynek miejski. Miasto położone jest na wzgórzu - jednym z wielu malowniczych wzniesień Pogórza Karpackiego, u jego podnóży płynie rzeka Ropa. Zbliżając się do miasteczka już z daleka widać skupione w jednym miejscu zabudowania i górująca nad miastem białą wieżę ratusza. Do centrum wjeżdża się wąską uliczką wijącą się pośród ciasno przylegających średniowiecznych budynków i oto znajdujemy się w samym sercu Biecza wielu z nas dotychczas miasto to kojarzyło się wyłącznie z miejscem gdzie produkuje się kotły grzewcze... Jednak kiedyś to bardzo stare miasto było ważnym ośrodkiem na szlaku handlowym z Węgier. Prawa miejskie otrzymało już prawdopodobnie w 1257 roku i już w XIV wieku stało się siedzibą kasztelanii. Prawa miejskie potwierdzali potem odpowiednimi aktami również kolejni władcy Polski m.in. Kazimierz Wielki który na podstawie prawa magdeburskiego uporządkował rozwój miasta. Już w XV miasto posiadało dość rozbudowane mury miejskie których remont zlecił w 1499 roku Władysław Jagiełło Na niewielkim obszarze znajduje się wiele niepowtarzalnych zabytków: późnogotycki kościół Bożego Ciała, w jego otoczeniu jest dzwonnica, która wraz z fragmentami murów obronnych stanowi element kolegiaty. Ciekawym obiektem jest również klasztor ojców franciszkanów do którego należy kościół św. Anny i budynek klasztorny. Tutaj w podziemiach pochowano Wacława Potockiego (1621-1696)– wybitnego poetę polskiego, satyryka i moralistę, który wsławił się w epoce baroku. Trzeci kościół – św. Piotra znajduje się na cmentarzu komunalnym. Całe miasto otoczone jest murami obronnymi, zachowanymi w różnych miejscach w różnym stopniu, a barbakan, liczne baszty świadczą o obronnym charakterze miasta. W centralnym punkcie miasteczka znajduję się prostokątny rynek z ratuszem z charakterystyczną wspomnianą wcześniej wieżą zegarową. Jest tu również dom legendarnego założyciela miasta zbója Becza, Muzeum Ziemi Bieckiej, w skład którego wchodzą dwa budynki: Dom z Basztą z ekspozycją dotyczącą historii rozwoju aptekarstwa, instrumenty muzyczne ,malarstwo, rzeźba z XV- XVII w, rzemiosło oraz Dom Kromera ( Marcin Kromer 1512-1589; urodzony w Bieczu - biskup warmiński, wybitny polski humanista, wódz kontrreformacji) – kamienica z XVI wieku z ekspozycją tematycznie związaną z historią miasta: znaleziska archeologiczne, zabytkowe rzemiosło artystyczne, zbiory numizmatyczne). Na rynku umieszczono tablicę informacyjną, z której dowiedzieć można się zarysu dziejów miasta. Było to miasto królewskie posiadające trzy zamki, podczas pobytów królowie sprawowali tu władzę państwową, podpisywali ważne dla całego Królestwa dokumenty. We wschodniej części miasta można zobaczyć niepozorny, choć jeden z niepowtarzalnych budynków w mieście – szpital ufundowany w 1395 roku przez Królową Jadwigę. Wielu mieszkańców jest bardzo dumnych z istniejącej tu podobno kiedyś szkoły katów, niestety jest to tylko legenda nie znajdująca żadnego potwierdzenia. Ciekawostką jest również to, że w Bieczu znajduje się aż pięć cmentarzy wojennych z okresu pierwszej wojny światowej, z których najbardziej charakterystyczny jest cmentarz nr 106 przy zachodnim wjeździe do miasta. Jest to wyjątkowo ciekawy obiekt architektoniczny ukazujący że jednak można w ciekawy sposób wyeksponować otaczającą nas odległą historię walk o te tereny podczas pierwszej wojny światowej. Jak wyczytać można z tablicy przy bramie cmentarnej, pochowano tam 204 żołnierzy armii austro – węgierskiej, 182 żołnierzy armii rosyjskiej. Cmentarz podzielony jest na tarasy z których roztacza się piękna panorama na dolinę rzeki Ropy. wejście oraz wielki kamienny krzyż znajduje się na najniższym poziomie. Niedziela upływała przyjemnie ale po spacerze w centrum miasteczka, trzeba było rozejrzeć się za mechanikiem. Skręciliśmy w niemalże polną drogę, która wiła się pomiędzy zabudowaniami i nagle znaleźliśmy się po drugiej stronie miasta w zielonej dolinie, gdzie po obu stronach drogi było widać ślady wydobywanych dawniej złóż ropy, które wyglądały niemalże jak miniaturowe rafinerie. Na drogę prowadzącą w kierunku Gorlic przedostaliśmy się przez drewniany most, zawieszony na linach i kołyszący się nad Ropą. Napotkany po drodze człowiek poinformował nas, że najbliższy mechanik znajduję się około 2 km stąd, jednak jak się okazało odległość to sprawa względna i do mechanika doszliśmy po jakichś 5 km. Oczywiście zakład w niedzielę był nieczynny, ale umówiliśmy się na poniedziałek i dalej już wszystko potoczyło się po naszej myśli. Tak zakończyła się nasza niespodziewana ale bardzo miła przygoda z Bieczem. W poniedziałek rano naprawionym autem ruszyliśmy w drogę powrotną. Do Krasiczyna dotrzemy następnym razem. Legendarnej szkoły katów nie znaleźliśmy, a dlaczego? Proponujemy zapytać rodowitych mieszkańców. Zachęcamy również do zajrzenia na stronę internetowa związane z miastem, można tu poczytać o legendach związanych z powstaniem miasta i jego cudach:
Tekst i zdjęcia: A. M. |